CGM- Reanimation
Tekst pl
Ależ oni maja pecha. Pierwszy album sprzedał się w prawie dziesięciu milionach egzemplarzy, ale Linkin Park ani razu nie dotarł do szczytu najbardziej prestizowej listy sprzedawanych albumów czyli Billboardu. Gdy wydawało się, że sprzedawany w środku martwego sezonu (wakacje) album z nowymi aranżacjami był po prostu skazany na sukces, nagle o swoim istnieniu przypomniał Bruce Springsteen. Nie przekreśla to, przynajmniej teoretycznie, szans na szczyt krążka "Reanimation", ale...
Wiadomym było, że odgrzewany kotlet nie smakuje tak samo, nawet wtedy, gdy przyrządzi go najlepszy kucharz świta. Dlatego też "Reanimation" potraktować należy w zupełnie innych kategoriach - albumu z remiksami. Bo choć sami muzycy (a także ich fani) przed hasłem remiks uciekają jak przed ogniem, to jednak gdy usłyszy się co Motion man mówi w "ENTH E ND" pozbędziemy się złudzeń.
Fakt, iż mamy do czynienia z remiksami nie zmienia jednak tego, że są to, w znakomitej większości bardzo dobre remiksy. Oklaski należą się przede wszystkim Jay Gordonowi, Mikowi Shinodzie (ten miał podwójnie trudne zadanie - musiał na nowo "robić" dwa własne nagrania) oraz Evidence. To właśnie te cztery nagrania zapadają najbardziej w pamięć. Szkoda natomiast, że na promujacego singla nie wybrano "P5HNG ME A*WY" - może ze wspomnianym początkiem sprzedaży byłoby znacznie lepiej???
Zamiast drugiej płyty Linkin Park otrzymujemy album z remiksami. Niby źle nie jest, bo płyta trzyma poziom, ale chyba nikt, łącznie z najwierniejszymi sympatykami, nie wmówi mi, że "Reanimation" nie jest przystawką przed daniem głównym. Oby tylko było tak smaczne jak pierwsze...
Tekst en
Artykuł pochodzi z CGM
