[ANKIETA] Dream Theater

(wszystko poza Linkin Park)

Wybierz swoje ulubione albumy tego zespołu:

(1989) When Dream And Day Unite
0
Brak głosów
(1992) Images And Words
4
15%
(1994) Awake
1
3%
(1997) Falling Into Infinity
1
3%
(1999) Metropolis Pt. 2: Scenes from a Memory
3
11%
(2002) Six Degrees of Inner Turbulence
2
7%
(2003) Train of Thought
5
19%
(2005) Octavarium
7
26%
(2007) Systematic Chaos
2
7%
(2009) Black Clouds & Silver Linings
1
3%
 
Razem głosów : 26

[ANKIETA] Dream Theater

Postprzez DKA w 02 Sie 2011 14:51

Mimo, że pierwszy singiel mi się podoba mógł być lepszy. IMO najgorszy z dotychczasowych singli DT. Co do okładek, jeśli jeszcze albumową można po jakimś czasie polubić to okładka singla dla mnie beznadziejna. Mam nadzieję jednak, że ten album mnie nie zawiedzie.
Awatar użytkownika
DKA
 
Posty: 105
Dołączenie: 04 Maj 2010 18:56
Miejscowość: Piece/Rybnik

[ANKIETA] Dream Theater

Postprzez MrPavvelo w 03 Sie 2011 12:50

Przeciętny ten singel DT. Właściwie to zgadzam się we wszystkim, co napisali koledzy wyżej. Okładka albumu mi się podoba,a co do singla, to nie za bardzo. Myślę, że na tym albumie będzie coś lepszego od pierwszego poznanego utworu.
Awatar użytkownika
MrPavvelo
 
Posty: 4129
Dołączenie: 17 Lis 2009 19:50

[ANKIETA] Dream Theater

Postprzez Darth Dream w 03 Sie 2011 13:13

IMO najgorszy z dotychczasowych singli DT

Ano racja.
Myślę, że na tym albumie będzie coś lepszego od pierwszego poznanego utworu.

Być może, w przypadku dwóch poprzednich płyt single też należały do najgorszych kawałków z albumu. Ale coś czarno to widzę. Mike Mangini gra to, co mu Petrucci napisał, nie dodał do utworów nic od siebie. Liczyłem na jakiś powiew świeżości z jego strony. W On the Backs of Angels perkusja jest schowana w miksie głębiej niż zwykle, Portnoy jako producent nigdy by nie pozwolił na coś takiego. Brakuje mi też drugiego wokalu w tym utworze. Do tego LaBrie śpiewa jakoś tak strasznie nisko, bezpłciowo, zupełnie jak nie on. Boję się, że cała płyta może taka być.
Image
Awatar użytkownika
Darth Dream
Użytkownik Roku 2010, Wirtuoz Słowa 2010 i 2011
 
Posty: 6684
Dołączenie: 23 Sty 2009 22:41
Miejscowość: In a galaxy far, far away...
Płeć: Mężczyzna

[ANKIETA] Dream Theater

Postprzez MrPavvelo w 03 Sie 2011 14:04

Być może, w przypadku dwóch poprzednich płyt single też należały do najgorszych kawałków z albumu.

Ja tam uwielbiam A Rite of Passage i nieco Forsaken :mrgreen: Ale fakt, że na Systematic Chaos Forsaken jest jednym z gorszych utworów.

Mike Mangini gra to, co mu Petrucci napisał, nie dodał do utworów nic od siebie. Liczyłem na jakiś powiew świeżości z jego strony. W On the Backs of Angels perkusja jest schowana w miksie głębiej niż zwykle, Portnoy jako producent nigdy by nie pozwolił na coś takiego. Brakuje mi też drugiego wokalu w tym utworze. Do tego LaBrie śpiewa jakoś tak strasznie nisko, bezpłciowo, zupełnie jak nie on. Boję się, że cała płyta może taka być.

Otóż to. Jak nawet ja to zauważyłem, to rzeczywiście coś się dzieje. :mrgreen:
Awatar użytkownika
MrPavvelo
 
Posty: 4129
Dołączenie: 17 Lis 2009 19:50

[ANKIETA] Dream Theater

Postprzez Darth Dream w 05 Sie 2011 13:01

Może lepiej niech Petrucci się weźmie za gary całkowicie:

:mrgreen:
Image
Awatar użytkownika
Darth Dream
Użytkownik Roku 2010, Wirtuoz Słowa 2010 i 2011
 
Posty: 6684
Dołączenie: 23 Sty 2009 22:41
Miejscowość: In a galaxy far, far away...
Płeć: Mężczyzna

[ANKIETA] Dream Theater

Postprzez DKA w 05 Sie 2011 17:41

Dzisiaj wyszedł snippet kolejnego utworu z albumu "A Dramatic Turn of Events", mianowicie Bridges In The Sky.



Mam nadzieję, że będzie lepszy od On The Backs Of Angels.
Awatar użytkownika
DKA
 
Posty: 105
Dołączenie: 04 Maj 2010 18:56
Miejscowość: Piece/Rybnik

Re: [ANKIETA] Dream Theater

Postprzez Darth Dream w 10 Sie 2011 15:38

Z angielskiej Wikipedii
1. On the Backs of Angels (8:42) muzyka: John Petrucci, John Myung, Jordan Rudess. tekst: Petrucci
2. Build Me Up, Break Me Down (6:59) muzyka: Petrucci, Myung, Rudess, LaBrie. tekst: Petrucci
3. Lost Not Forgotten (10:11) muzyka: Petrucci, Myung, Rudess, LaBrie. tekst: Petrucci
4. This is the Life (6:57) muzyka: Petrucci, Rudess. tekst: Petrucci
5. Bridges In The Sky (11:01) muzyka: Petrucci, Myung, Rudess. tekst: Petrucci
6. Outcry (11:24) muzyka: Petrucci, Myung, Rudess. tekst: Petrucci
7. Far From Heaven (3:56) muzyka: Petrucci, Rudess, LaBrie. tekst: LaBrie
8. Breaking All Illusions (12:25) muzyka: Petrucci, Myung, Rudess. tekst: Myung, Petrucci
9. Beneath The Surface (5:26) muzyka: Petrucci. tekst: Petrucci

Całe BITS trwa 11 minut, więc trudno osądzać utwór po tej jednej minucie, ale za dobre to nie jest. Nieco wtórne, kojarzy mi się ze starszymi utworami DT, np. Honor Thy Father a LaBrie jest koszmarny.

Zdecydowanie wolę Adrenaline Mob. W sumie też wtórne, przypomina Black Sabbath z początku lat 80., ale Portek bębni solidnie jak zawsze, Allen wymiata na wokalu, LaBrie przy nim wymięka, są też świetne gitarowe riffy. Link do EPki (ale tylko do posłuchania) zamieściłem przed chwilą w odpowiednim dziale, edytując post: post112812.html#p112812
Image
Awatar użytkownika
Darth Dream
Użytkownik Roku 2010, Wirtuoz Słowa 2010 i 2011
 
Posty: 6684
Dołączenie: 23 Sty 2009 22:41
Miejscowość: In a galaxy far, far away...
Płeć: Mężczyzna

[ANKIETA] Dream Theater

Postprzez Darth Dream w 09 Lis 2011 00:27

Chyba nadszedł czas na recenzję najnowszego albumu Dreamów. Przesłuchałem go już kilkanaście razy i mam wyrobioną opinię, nieskażoną "pierwszym wrażeniem".

Od czego zacząć? Chyba od tego, że jest to najgorsza płyta w historii tego zespołu. Przeprosiłem się zarówno z Systematic Chaos a także z Black Clouds & Silver Linings, które do tej pory uważałem za najsłabsze krążki DT. Przy A Dramatic Turn of Events brzmią genialnie.

No to po kolei. On the Backs of Angels to zrzynka z Pull Me Under. Konstrukcja utworu identyczna. Nihil novi. Build Me Up, Break Me Down to utwór, który mógłby się znaleźć na solowej płycie LaBrie Elements of Persuasion. Riff gitarowy jest niemal żywcem wyniesiony ze zwrotek QWERTY. W intro do tego utworu pojawiają się jakieś kiepskie elektroniczne efekty, które zażenowałyby Linkin Park. Lost, Not Forgotten to średnio ciekawy wałek, w którym naprawdę fajny jest tylko ładny klawiszowy wstęp, po którym następuje festiwal słabych riffów okraszonych koszmarnym wokalem Serka. This Is the Life to cukierkowata ballada, nieco przypominająca Another Day, ale z dużo mniej chwytliwym, nieco kanciastym motywem gitarowym i solówką, która, w przeciwieństwie do tej z Another Day, w ogóle nie przykuwa uwagi i nie zapada w pamięć. Przy TITL Forsaken i Wither jawią się jako niesamowicie przebojowe hity.

Po tym wstępie można się naprawdę zastanawiać - co się stało z Dream Theater? Zamiast niesamowicie ekscytujących riffów, jakimi Petrucci raczył słuchaczy na chociażby Train of Thought, zespół serwuje nam bezpłciowe, nieciekawe nutki. Gdyby to był debiut kapeli, może nic bym nie mówił, ale to w końcu doświadczona, zaprawiona w bojach grupa pełna świetnych kompozytorów. Tymczasem popełniają młodzieńcze błędy. Solówki gitarowe nie powalają. Słuchając ich pierwszy raz, miałem wrażenie, że skądś je znam. Pietrucha chyba poleciał po ogranych po wielokroć akordach, nie serwuje absolutnie nic nowego. Jego gra jest przewidywalna.

Na szczęście dalsza część płyty nie jest już taka zła. Bridges in the Sky ma ciekawy wstęp, w którym pojawia się gotycki chórek (motywy gotycko- i symfoniczno-metalowe pojawiają się zresztą w prawie wszystkich utworach tej płyty) i ochrypłe rykocharczenie - technika śpiewu ponoć rodem z Mongolii. Linia wokalna nie jest zła, choć LaBrie mógłby zaśpiewać to wyżej, niestety (albo dla co poniektórych stety) nie zapuszcza się w górne rejony pięciolinii. Jest tu parę fajnych motywów, ale wszystko mocno przypomina kawałki z Ciuchci, zwłaszcza Honor Thy Father i This Dying Soul - z tą różnicą, że w HTF i TDS jest dużo więcej ognia i metalowej mocy. Outcry to próba nagrania czegoś podobnego do Metropolis, średnio udana, ale nie słucha się źle, Rudess robi tu fajne klawiszowe tła i nawet elektroniczne przeszkadzajki są wpasowane idealnie. Far from Heaven to piosenka mocno przypominająca Vacant, z tym, że FFH brakuje lekkości i wdzięku. Breaking All Illusions to znowu zrzynka, tym razem z Learning to Live - są tu świetne łagodne fragmenty z klimatem podebranym od Riverside. Na koniec - chyba najlepszy kawałek na płycie - Beneath the Surface, jedyna piosenka z ADTOE w której LaBrie brzmi przekonująco. Słychać, że czuje się jak u siebie w domu. BTS to prosta ballada, oparta głównie na gitarze akustycznej - bez napinki, bez sztuczności. Brakowało mi takich utworów na ostatnich płytach DT, w końcu się go doczekałem po 6 latach oczekiwania od czasów The Answer Lies Within z Octavarium. Jest tu jeden słabszy moment - solówka na keyboardzie udającym flet brzmi nieco komicznie i kiczowato - ale można przejść nad tym do porządku dziennego.

Podsumowanie? Może się wydawać, że jestem wrogiem tej płyty. To nie jest tak do końca. Posypały się z mojej strony słowa krytyki, lecz w gruncie rzeczy lubię słuchać tego krążka (choć nie za często). Jest tylko jeden problem z tą płytą, za to bardzo duży - całą przyjemność, którą mógłbym odczuwać ze słuchania przesłania mi fakt, że ADTOE to bezczelna zrzynka z Dreamów. Z tych Dreamów z Images And Words przede wszystkim, ale też trochę Train of Thought. Gdy słucham któregokolwiek utworu z ADTOE, do głowy przychodzi mi wiązanka tytułów innych kompozycji, z których DT bezczelnie zrzynali. Z własnych kompozycji. Do tej pory byłem przeciwnikiem poglądu, że DT zjadają własny ogon. I cały czas uważam, że ani na 8V, ani na SC, ani na BC&SL jeszcze tego nie robili. Zjadanie ogona ma natomiast z pewnością miejsce na najnowszej płycie. Poza wspomnianym rykocharczeniem - nihil novi. Ze słuchania tego albumu można czerpać naprawdę dużo frajdy - gdyby nie była tak wtórna.

LaBrie - nie imponuje wokalem, jak na Awake czy w swoim starym zespole Winter Rose. Metal to już nie jego bajka. Powinien nagrywać płyty pop, bo tylko w takiej konwencji czuje się jak ryba w wodzie. Póki nienagannie wyciągał wysokie dźwięki, był mocnym punktem zespołu. Ostatnio śpiewa coraz gorzej - bezpłciowo, obojętnie.
Mangini - do niego nie mam pretensji o to, jak wygląda 11. cedek DT. Nigdy nie był specjalnie uzdolnionym kompozytorem, a jedynie świetnym wykonawcą. Zrozumiałe jest więc, że nie brał udziału w pisaniu muzyki. Dream Theater popełnili jednak błąd w wyborze nowego perkusisty. Powinni znaleźć kogoś, kto będzie w stanie zastąpić Portnoya w 100%. Mike M. nie był w stanie tego zrobić. Może i jest najszybszym bębniarzem na kuli ziemskiej, ale to nie wystarczy, by wypełnić lukę po frontmanie zespołu, który był też tekściarzem, wokalistą i niezłym kompozytorem a do tego wyrazistą osobowością sceniczną. Mangini zrobił, co mógł - przyszedł, zagrał co mu kazali najlepiej jak umiał. Jest bardzo dobry, ale nie pasuje do tego zespołu. DT nie zgadzając się na słuszną IMO propozycję Portnoya odnośnie zawieszenia na jakiś czas działalności zespołu, sami rzucili sobie kłodę pod nogi. Przerwa, odpoczynek na pewno odniosłyby pożądany skutek i DT wróciliby po kilku latach z głowami pełnymi świeżych pomysłów.
Myung - jak zwykle nienaganny. Holender jasny, czy ten koleś kiedyś nagrał coś źle? Jemu nigdy nie można niczego zarzucić. Najlepszy basista na świecie.
Petrucci - zawiódł podwójnie: jako kompozytor i producent. Riffy i solówki nie grzeszą oryginalnością, w dodatku nie ma w nich ognia, jakiejś ikry, jak za dawnych lat. To tylko puste nuty. Produkcję skopał. Od czasu, gdy DT sami wzięli w ręce produkcję własnych albumów, John robił to do spółki z Mike'iem. Tym razem Mike'a zabrakło. Odbiło się to na fatalnej produkcji bębnów na płycie. Portnoy nigdy by na to nie pozwolił. Zadbałby o potężne brzmienie swojego zestawu. Pietrucha ściszył je do absolutnego minimum, spychając perkusję do roli tła. To był błąd. Jimmy Page, legendarny gitarzysta Led Zeppelin i chyba najlepszy producent w historii rocka zawsze mawiał: "wszystko kręci się wokół basu i perkusji". Jimmy wiedział, że żeby zespół rockowy/metalowy miał zabrzmieć z odpowiednim wykopem i mocą, w pierwszej kolejności trzeba dać oddychać sekcji rytmicznej. Był w stanie posunąć się do tego, że ściszał swój własny instrument, jeśli mogło to poprawić brzmienie utworu. Petrucci o tym nie pomyślał. Bębny są po prostu za ciche. Utwory, które mogłyby być ciężkimi heavymetalowymi galopadami, zmieniły się w bezpłciowe riffowanie z perkusją brzmiącą jak uderzanie pałeczką o laptopa. A wystarczy włączyć Elements of Persuasion Jamesa LaBrie, by posłuchać, że Mangini może zabrzmieć potężnie - ale przy odpowiednim producencie.
Rudess - póki na swoim keyboardzie włącza tryb "fortepian", wszystko jest fajnie. Kiedy zaczyna robić pseudosymfoniczno-metalowe tła, bywa różnie.

Badziewny teledysk do singla z LaBriem jako "gadającą głową":
Image
Awatar użytkownika
Darth Dream
Użytkownik Roku 2010, Wirtuoz Słowa 2010 i 2011
 
Posty: 6684
Dołączenie: 23 Sty 2009 22:41
Miejscowość: In a galaxy far, far away...
Płeć: Mężczyzna

[ANKIETA] Dream Theater

Postprzez Darth Dream w 09 Lut 2012 13:50

http://www.grammy.com/news/precious-metal
http://www.grammy.com/blogs/first-time- ... am-theater

Niech mnie ktoś oświeci - jak to się stało, że DT zostało nominowane do nagrody Grammy po raz pierwszy w historii dopiero wtedy, gdy wydali najgorszy album w karierze? Dla mnie to nie do pojęcia :facepalm: .
Image
Awatar użytkownika
Darth Dream
Użytkownik Roku 2010, Wirtuoz Słowa 2010 i 2011
 
Posty: 6684
Dołączenie: 23 Sty 2009 22:41
Miejscowość: In a galaxy far, far away...
Płeć: Mężczyzna

[ANKIETA] Dream Theater

Postprzez MrPavvelo w 09 Lut 2012 15:05

Dobre pytanie, ale mnie bardziej dziwi jak Dream Theater dostał się do mainstreamu. :mrgreen:
Awatar użytkownika
MrPavvelo
 
Posty: 4129
Dołączenie: 17 Lis 2009 19:50

[ANKIETA] Dream Theater

Postprzez Darth Dream w 09 Lut 2012 15:14

To było jakieś 20 lat temu, gdy MTV nadawała 5 razy dziennie teledysk do Pull Me Under :P Ale nawet wtedy nie było nominacji.

Ciocia Wiki napisał(a):Część artystów wyraziła swoje wątpliwości wobec natury Grammy. Kiedy zespół Pearl Jam wygrał w 1996 roku w kategorii najlepszy hard rockowy utwór, wokalista Eddie Vedder powiedział na scenie: "Nie wiem, co to oznacza. Myślę, że nic."

Maynard James Keenan, lider grupy Tool, nie pojawił się na ceremonii, na której zespół dostał statuetkę, tłumacząc: "Myślę, że Grammy to nic innego niż gigantyczna maszyna promocyjna przemysłu muzycznego. Zniżają się do małego intelektu i karmią masy. Nie honorują sztuki artystów za to, co stworzyli. To przemysł muzyczny wyróżniający sam siebie. Oto, o co w tym chodzi."

Widać, nie mieli kogo nominować, więc wybrali pierwszy lepszy zespół z brzegu. Myślę, że nic głębszego to nie oznacza 8-) .
Image
Awatar użytkownika
Darth Dream
Użytkownik Roku 2010, Wirtuoz Słowa 2010 i 2011
 
Posty: 6684
Dołączenie: 23 Sty 2009 22:41
Miejscowość: In a galaxy far, far away...
Płeć: Mężczyzna

[ANKIETA] Dream Theater

Postprzez Darth Dream w 13 Lut 2012 13:43

Tak, wiem, drugi post z rzędu w odstępie 4 dni, ale mam ważne wieści ;) .
http://www.grammy.com/videos/dream-theater - DT na rozdaniu Grammy fajnie się prezentowali, założyli sympatyczne garniturki, nie gwiazdorzyli, byli cisi i spokojni jak zawsze. Na filmiku od razu widać, że panuje demokracja, nikt nie jest liderem, wszyscy są równi, każdy ma tyle samo do powiedzenia, frontman nie jest faworyzowany. Myung oczywiście milczał, ale on jest taki z natury. Mike się nie wychylał, bo może się wstydził, lecz też bąknął coś do mikrofonu. Koniec końców, stosunkowo nowy jest w zespole.

Wywiadziki z Rudessem i LaBriem: http://www.lohud.com/article/20120211/E ... r-s-Rudess, http://www.680news.com/entertainment/ar ... grammy-nod
Okazuje się, że syn Serka lubi dubstep. No, proszę 8-)
Image
Awatar użytkownika
Darth Dream
Użytkownik Roku 2010, Wirtuoz Słowa 2010 i 2011
 
Posty: 6684
Dołączenie: 23 Sty 2009 22:41
Miejscowość: In a galaxy far, far away...
Płeć: Mężczyzna

Poprzednia

Powróć do Muzyka



Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości