3 kwestie:
Po pierwsze, Van Hellsing to dno. Wampiry do bani, efekty momentami kuleją, ale plus za kolaż w fabule.
Po drugie: Underworld też mnie nie powalił. Nie lubię takiego wizerunku Nocnych, to raz. Dwa- historie miłości międzyrasowej okraszane walkami mnie nie bawią, a tak jest w tej serii, notabene wyglądającej, jak gra komputerowa. Van Hellsking przynajmniej podkreślał, że wampiry się nie rozmnażają, co uczyniono osią akcji. No i nie było w sumie hollywoodzkiego happy andu, w każdym razie- nie było wesela, a to plus.
Po trzecie: Zaczęłam poczytywać "Zmierzch" i jeśli cały urok tej książki ma polegać na wzdychaniu nad (i do) Edwarda, to ja wysiadam. Ona jest patologicznie nieśmiała (to jeszcze rozumiem, bywają takie) a On akurat niby nie dość, że zwrócił na nią uwagę, to jeszcze się zakochał, co było jasne, proste, i oczywiste, ale Bella jest tak głupia, że tego nie dostrzega.
Tak, Niqus, napisałabyś nie tylko lepiej- napisałabyś coś o wiele ambitniejszego.
Tak, Zmierzch to obraza dla każdego szanującego się wampirologa (Rice rulez!)
Tak, Zmierzch to emo-powieść dla gimnazjalistek- pokazująca miłość, jakiej nie ma... zwyczajnie nowa wersja bajki o księciu na białym koniu...
Tak, wytrzymam Twoją tyradę, Niqus.
Ave.







