przeczytałeś ze zrozumieniem to, co cytujesz? tak samo, jak godzi to w homoseksualistów, tak samo i w hetero.
ok, może teraz jest "moda" na to i część ludzi pozuje, staje się stereotypowymi homo, inni po prostu się ujawniają wszem i wobec. około 2 milionów Polaków jest homo. przynajmniej z tych, co się zadeklarowali.
ale co z tymi, którzy nie chca być a są? i przeżywają koszmar, bo podobają im się osoby tej samej płci? nie wynika to z braku akceptacji siebie samego, to jest gdzieś po za nimi. i jeśli to nie jest genetyczne albo środowiskowe, nie jest też uzależnione od "chcenia", to jaki wniosek pozostaje? to nadal ich "wina"?
zwróć też uwagę, że nie wszyscy pokrzywdzeni przez los, przez tatusiów czy mamusie i nie wiadomo przez co jeszcze zostają homoseksualistami. nie ma w tym takiego związku, jak np. między rodzicami alkoholikami i ich dziećmi, które również sięgają po używki.
a co do tej Sodomy i wykorzystywaniu dzieci... zakładam, że mężczyźni wykorzystywali chłopców, tak? (nie mówię o dzieciach, bo to pedofilia.) to jest pociąg do tej samej płci, ciekawe skąd się wziął? ktoś musiał być pierwszy, kto zaczął. czyżby jego zgwałcił Stworzyciel?
edit: jeszcze nie skończyłam, cały czas piszę dalej, za moment dam "wyślij"

żeby nie było, też sobie poszukałam kilku informacji ee... "naukowych".
na początek może o statucie homoseksualizmu:
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) w 1991 roku oświadczyła, że „homoseksualizm nie może być rozpatrywany jako zaburzenie”. Oznacza to, że nie jest on chorobą i nie stanowi on odstępstwa od normy. Wszystkie trzy znane nauce orientacje seksualne: homoseksualizm, biseksualizm i heteroseksualizm są traktowane na równi.
zatem to nie jest nic nienormalnego, czy też - jak to niektórzy określają - nienaturalnego.
co zaś się tyczy samych badań i terapii:
Nie są znane przyczyny tworzenia się orientacji seksualnej, dlatego też nie istnieje możliwość prowadzenia takiej terapii. Nie notuje się przypadków trwałej zmiany orientacji homoseksualnej na heteroseksualną w trakcie terapii.
i
Kiedy w XIX wieku politycy odbierali homoseksualistów z rąk katów i strażników więziennych i oddawali ich w ręce lekarzy, unoszono się niezmiernie nad postępowością tej reformy. Sami lekarze jednak nie mieli początkowo żadnego pomysłu na tych nowych "chorych" i zadowalali się rozprawianiem o "degeneracji mózgowej". Tą modną etykietkę przypinano wszystkim, którzy przejawiali jakąś nietypowość: od osób upośledzonych umysłowo do przestępców i od schizofreników do geniuszy muzycznych. Później, w totalitarnym XX wieku medycyna wypróbowała na gejach cały swój arsenał. Historia tych prób była zniechęcająca, co razem z postępem badań naukowych, spadającym popytem na takie usługi i naciskiem organizacji gejowskich przyczyniło się do uznania homoseksualizmu za normę i zaniechania takich zabiegów przez przytłaczającą większość terapeutów. Obecnie w Ameryce "terapią reparatywną" zajmuje się wąskie grono osób, skupionych w National Association for the Research and Therapy of Homosexuality (NARTH).
Przez długi czas za najbardziej obiecującą metodę przekształcania gejów w "porządnych ludzi" uchodziła terapia behawioralna. Opiera się ona na założeniu, że zachowania homoseksualne są wyuczone, więc można ich także oduczyć. W celu "oduczania", niektórzy terapeuci behawioralni wywoływali bodźce powodujące pobudzenie seksualne, na przykład serie fotografii pięknych mężczyzn, razem z bodźcami awersyjnymi, takimi jak środki wymiotne czy szoki elektryczne. Gorzej szło im z uczeniem zachowań heteroseksualnych. Najczęściej nakazywano "pacjentom" masturbowanie się podczas prezentowania zdjęć przedstawiających płeć odmienną. Skuteczność "terapii" była jednak dla lekarzy frustrująca. Pacjenci skarżyli się na poparzenia prądem, uporczywie krążyły też anegdoty o przekupnych sanitariuszach, którzy ku uciesze "pacjentów" zamieniali slajdy.
a teraz mój ulubiony fragment:
Nie są znane dokładne przyczyny tworzenia się orientacji homoseksualnej. Tworzy się ona w sposób nieświadomy, bez wpływu jednostki. Podobnie jak osoba heteroseksualna nie wybiera sobie swojej orientacji seksualnej, nie czyni tego także osoba homoseksualna.
homoseksualiści nie są odpowiedzialni za swoją orientację.
wyobraź sobie, że tak samo, jak działają na Ciebie kobiety (bo zakładam, że jesteś hetero - wnioskuję z wypowiedzi), jakie budzą w Tobie odczucia nagie piersi i inne części ciała, albo myśli o ciele kobiecym - co jest niekontrolowane, bo nie możesz sobie nakazać braku jakiejkolwiek reakcji, tak samo czują się homoseksualiści. tylko patrząc na swoją własną płeć. założę się, że lubisz patrzeć na kobiety, uważasz miłość za piękne uczucie? oni czują się tak samo. tak samo tęsknią za spojrzeniem, drżą czując dotyk dłoni na dłoni, tak samo cierpią, kiedy nie mogą pocałować ukochanej osoby. czują się dokładnie jak Ty, kochają tak samo, tylko kogoś innego. naprawdę jest to tak trudno zrozumieć? 0_o
i na koniec coś dla tych, którzy są zatwardziałymi katolikami:
Biblia mówi o Bożej miłości do wszystkich ludzi. Bóg kocha każdego człowieka, niezależnie od rasy, koloru skóry, pochodzenia społecznego czy orientacji płciowej. Podejmując ten temat jestem świadom cierpień, jakie wielu ludzi znosi w związku z tą właśnie dziedziną życia. Jezus przyszedł nie po to, by nas potępić, ale by zbawić (J 3,17). Podobnie wspólnota chrześcijańska powinna okazywać wrażliwość i zrozumienie wobec tych, których seksualna orientacja jest przyczyną codziennych zmagań, akceptując ich jako istoty ludzkie, umiłowane przez Boga.
It's not easy, but it is simple.