23.3.2012, Klub Dekompresja, Łódź.
BLITZKRIEG VI:
VADER
Resistance
Eris Is My Homegirl
The Sixpounder
Calm Hatchery
Wczoraj zawitałem do łódzkiej Dekompresji na koncert będący częścią trasy Blitzkrieg VI. Prócz będącego gospodarzem trasy zespołu Vader zaprezentowała się czwórka innych, równie ekstremalnie łojących kapel.
Jako pierwsze zaprezentowało się pomorskie
Calm Hatchery. Bardzo solidne deathowe grańsko ze świetnymi, klimatycznymi solówkami. Prócz solówek zapamiętałem wokalistę, który kręcił się po scenie niczym kreskówkowy Diabeł tasmański. Szkoda, że to właśnie im przypadła niewdzięczna rola otwieracza, bo zasługiwali na więcej uwagi ze strony publiczności niż im poświęcono.
Jako drugi zespół zaprezentował się zespół dowodzony przez Filipa Sałapę (znanego z The Voice of Poland)
The Sixpounder. Co tu dużo gadać - dla mnie osobiście występ wieczoru. Sama energia na scenie, zajebisty kontakt z publicznością i rozpieprzająca (mnie przynajmniej) muzyka. Praktycznie przez cały ich występ byłem zajęty machaniem banią

Kupili mnie w 100%.
Występ
Eris Is My Homegirl najchętniej bym przemilczał, bo był zwyczajnie słaby. Publika nie wiedziała o co im chodzi i przez prawie cały występ ludziska stali z załozonymi rękoma. Panu wokaliście należy oddać to, ze growl ma naprawde mocarny. Muzyka niestety bardzo przekombinowana (w jednej chwili grają niczym rasowa death metalowa kapela, by za moment przywalić jakimiś wesołymi melodyjkami i wokalem puszczonym przez autotune) i ciężko było się bawić do tego komukolwiek poza zespołem (taniec synchroniczny wokalisty, gitarzysty i basowego rządził

). O poziomie kapeli najlepiej świadczy to, że największy aplauz dostali gdy pan na wokalu (który przez cały występ miał minę "niech to sie wreszcie skończy") oznajmił, że zagrają ostatni kawałek.
Później zainstalowało się belgijskie
Resistance. Granie bardzo sympatycznie, tylko Pan za konsoletą się nie popisał, bo słabo było słychać wokal. Występ bardzo solidny, choć miejscami dość monotonny i dłużący się. Najlepszym momentem było gdy zespół został nagrodzony gromkim "NAPIERD****!!!" ze strony publiczności. Kapela na 100% nie kumała o co cho, ale bardzo im się to spodobało

Na koniec pojawiła się gwiazda wieczoru czyli
Vader. Zespół, którego nie trzeba nikomu specjalnie przedstawiać. Gwiazda rodzimego i światowego deathowego łojenia. Petera i spółkę miałem okazję widzieć latem zeszłego roku w moim rodzinnym Turku i wtedy dali czadu, że łohohoho. W Łodzi spodziewałem się podobnej klasy występu. O dziwo, wyszło gorzej. Peter mniej gadał z publicznością, wokalnie jakby w gorszej formie. Setlista ciekawa, troche kawałków z nowej płyty, troche niespodzianek w postaci staroci czy kawałków, których bym się nie spodziewał (chociażby "Sword of the Witcher"

). Świetny był numer z karabinami którymi Peter strzelal do publiczności. Wygladalo autentycznie, a ja o mały włos bym zawału nie dostał

Tak czy inaczej solidny występ, aczkolwiek cojones mi nie urwało

Można się tylko zastanawiać co EIMH robi na tej trasie, skoro mamy całe mnóstwo lepszych kapel z półki deathowej czy blackowej.

No, ale nic - kasy nie żałuję. Bawiłem się nieźle, o czym świadczy bolące mnie przez cały dzień karczycho
