The Fragile oczywiście znam, ale czy faktycznie jest taki dołujący, to kwestia dyskusyjna. Zresztą, musiałbym odświeżyć, bo dawno nie słuchałem. Pierwsze zetknięcie nie zrobiło na mnie zbyt wielkiego wrażenia. Ani w jedną, ani w drugą stronę
Bo to nie jest "łatwy" album - dlatego też nie sprzedał się rewelacyjnie. Trzeba się wsłuchać, skupić, poświęcić mu trochę czasu, a wynagrodzi to stukrotnie (to moja ulubiona płyta). Co do stopnia jego "dołowatości"... The Fragile polega na tym, jak bohater próbuje "poskładać się do kupy", jak chce odnaleźć harmonię po tym, co przeżył (a właściwie nie przeżył) w The Downward Spiral. Budzi się wściekły, w euforii (
Somewhat Damaged), mimo to jednak odnajduje radość (
We're In This Together, utwór tytułowy - mój faworyt,
Just Like You Imagined), by potem nagle ją stracić i upaść jeszcze niżej (
Even Deeper,
Pilgrimage), aż w końcu "zanika", traci wszystko (
The Great Below). Następnie sytuacja (z grubsza) się powtarza, ale tym razem koniec jest brutalniejszy, ostateczny (
The Big Come Down,
Ripe (With Decay)). Moja interpretacja The Fragile jest pełna alegorii i stanowi raczej grę uczuć i przeżyć, nie splot oczywistych wydarzeń, jak TDS. Być może właśnie dlatego ta podróż w poszukiwaniu nadziei, kończąca się w tak okropny, sadystyczny wręcz sposób tak bardzo wryła się w moją pamięć i zdobyła najwyższe uznanie.
W mojej opinii TDS jest straszniejszy i opowiada historię smutniejszą, ale TF dołuje zdecydowanie mocniej. Może to kwestia wrażliwości, a może po prostu kwestia gustu, nie mam zielonego pojęcia.