Jakoś tak pisałem o biegach, to przypomniałem sobie o skokach

Przy okazji ostatniego Turnieju Czterech Skoczni odżyło moje zainteresowanie tym sportem i od tego czasu znów go oglądam co weekend. Cieszy mnie bardzo dobra forma Stocha, ale jak to bywało za Małysza - jeden Polak w czołówce, reszta ledwo co ciuła punkty. Nic się nie zmieniło. Pojawił się ostatnio młody Zniszczoł, który w dwóch konkursach zdobył więcej punktów niż Maciej Kot od początku sezonu, ale zamiast zdobywać doświadczenie, walcząc z najlepszymi, przygotowuje się do Mistrzostw Świata Juniorów, których prestiż nie jest wcale większy od prestiżu Lotos Cup. Był kiedyś taki jeden polski zawodnik o interesującym nazwisku, Mistrz Świata Juniorów z 2004 roku. Pokonał wtedy samego Morgensterna. Wszyscy wiemy, jaką drogę od tamtej pory przeszedł Austriak, a jaką nasz reprezentant. Oby historia Zniszczoła nie skończyła się tak źle.
MŚ czy ZIO to tylko pojedyncze konkursy, a pojedynczy konkurs może wygrać każdy. Dlatego najbardziej cenię tych, którzy potrafili utrzymywać równą formę przez wiele lat. Tym sposobem Małysz stoi na czele listy moich ulubionych skoczków. Nie dlatego, że jest moim rodakiem, ale dlatego, bo wygrał generalkę PŚ 3 razy z rzędu, jako jedyny, czym zaprezentował niebywałą, bezprecedensową dyspozycję. Co ciekawe, największe wrażenie nie zrobił na mnie sposób, jaki zdobył swoje dwie pierwsze Kryształowe Kule, kiedy to przeskakiwał swoich rywali o 5 długości nart. Najbardziej pamiętny jest dla mnie sezon 02/03, kiedy to Adaś był w czołówce od samego początku i choć nie wygrywał konkursów, okupował miejsca tuż za podium, czasem był drugi albo trzeci. W odpowiednim momencie (przy okazji pamiętnych Mistrzostw Świata) popracował nad formą, wygrał jeden konkurs i od razu stał się liderem klasyfikacji. Podczas kiedy inni zawodnicy wygrywali konkursy po to, by w kolejnych nawet nie dostać się do drugiej serii, Małysz był regularnie w pierwszej "10" każdych zawodów. Czaił się, czaił, aż w końcu pokazał pazur i zagarnął całą chwałę dla siebie. I chociaż taki Hannavald miał wtedy bodaj 7 wygranych konkursów, a Małysz tylko 3, to Adaś cieszył się z Kryształowej Kuli. Dlatego wkurzają mnie ludzie, którzy gardzą Małyszem, nazywając go "Małamysz", albo insynuując, jakoby Adaś się sprzedał, występując w Rajdzie Dakar. Ten sportowiec jest wyjątkowy. Rzekłem
