Skrzydła

Skrzydła

Postprzez Nook w 31 Sie 2010 12:07

Małe słowo wstępu na początek. Opowiadanie ma eksperymentalną formę, mianowicie chronologia jest tu mocno pomieszana (ciekawe czy ktoś odgadnie "zakończenie"). Pierwszy raz po bzdurnych fanfikach i mniej udanych potworach, pokusiłem się na coś poważniejszego. "Skrzydła" to angelic fantasy, ale mocno tkwiące w "present day, present time". Wizja nieba i piekła wraz z całą hierarchią społeczną to mój własny pomysł. Wszystkie postaci występujące w opowiadaniu mają swoje odpowiedniki w prawdziwym życiu. Opowiadanie ma również swój theme song zatytułowany "021112061307 (Wings)" - również mojego autorstwa. Opko, póki co stanęło w martwym punkcie, ale wydaje mi się, że materiału mam na tyle dużo, że mogę dać to komuś do przeczytania i oznaczyć to przy okazji jako część pierwszą. To tyle. Wszelkie opinie, feedback, konstruktywna krytyka są oczywiście mile widziane.

SKRZYDŁA I

Niebo dziś było postawione w stan najwyższej gotowości. O ile zazwyczaj strzeliste struktury budynków Niebios lśniły w blasku słońca, to dziś wypucowane przez anielskich sługusów oślepiały niczym sam Najwyższy. Wokół Placu Trębaczy, gdzie miała odbyć się ceremonia ślubowania Aniołów od samego ranka krzątały się tłumy. Część z wypiekami na twarzach wypatrywała swych latorośli lub przybyła na Plac bedąc zwyczajnie ciekawym jak przebiegnie tegoroczna ceremonia wypuszczenia na świat Młodych, jak potocznie mówili o nich starsi przedstawiele anielskiej społeczności. Gwar na placu ucichł wraz z rozlegnięciem się dźwięku trąb. Wtedy z Pałacu Najwyższego jeden po drugim zaczęli wychodzić świeżo upieczeni Aniołowie. Ubrani w jednolite ceremonialne szaty koloru błękitu wyglądali na takich, którzy nie bardzo zdawali się obejmować rozumem sytuacje wokół nich. Jedni z trudem próbowali opanować stres, a drudzy, z mniej lub bardziej udanym skutkiem, próbowali żartami rozładować atmosfere. Z czasem gdy do tych kilku żartownisiów dotarło iż przygląda im się conajmniej milion par oczu, natychmiast pobledli ze strachu i poczęli zajmować przygotowane specjalnie dla adeptów miejsca. Wkrótce po tym ponownie zagrzmiały trąby, a nad kopułą pałacu rozbłysł snop oślepiającego światła.
- WŁAŚNIE DZIŚ! - z miejsca gdzie pojawił się świetlisty snop, zagrzmiał potężny trójgłos - STAJECIE SIE PEŁNOPRAWNYMI CZŁONKAMI SPOŁECZNOŚCI ANIOŁÓW. TO ZASZCZYT I NIEZWYKŁA ODPOWIEDZIALNOŚĆ. ZWŁASZCZA TERAZ, GDY SŁUGUSI PIEKIEŁ SĄ AKTYWNIEJSI NIŻ KIEDYKOLWIEK. LUDZIE TO KRUCHE ISTOTY, KTÓRE ŁATWO ULEGAJĄ WSZELKIM POKUSOM. WASZYM ZADANIEM JEST OCHRONA LUDZI OD WSZELKIEGO ZŁEGO. NIEWAŻNE CZY JESTEŚCIE EGZEKUTORAMI, MISJONARZAMI, STRÓŻAMI CZY PATRONAMI. CHROŃCIE! CHROŃCIE I KIERUJCIE NA DOBRĄ DROGĘ!
Ostatnie zdanie wypowiedziane przez Najwyższego rozległo się wyraźnym echem po Placu Trębaczy.
- POWSTAŃCIE! - usłyszeli adepci i natychmiast wstali z krzeseł - PRZYRZEKACIE CHRONIĆ LUDZKIE ISTOTY OD WSZELKIEGO ZŁEGO?
- Przyrzekamy! - krzyknęli chórem młodzi Aniołowie.
- PRZYRZEKACIE TRZYMAĆ SIĘ Z DALA OD DIABELSKICH POKUS BY SAMEMU NIE ZOSTAĆ ZWIEDZIONYM?
- Przyrzekamy!
- PRZYRZEKACIE DOCHOWAĆ CZYSTOŚCI I W CZYSTOSCI SWE MISJE PROWADZIĆ?
- Przyrzekamy! - gdy echo poniosło ostatni krzyk młodzieży po placu, ponownie rozległ się dźwięk trąb. Dźwięk oznaczający iż ceremonia ślubowania dobiegła końca. Adepci, jak tradycja nakazywała, jak jeden mąż rozwinęli dorodne, białe skrzydła i wzbili się ochoczo w górę. Zgromadzeni na placu starsi i dzieci, nagrodzili ten moment gromkimi brawami i okrzykami radości.
- Na chwałę Najwyższego!
- Niechaj żyją Młodzi!
- Eony szczęśliwej służby! Wiwat!
Na twarzach młodych Aniołów było widać ulgę i zadowolenie, że ślubowanie dobiegło końca. Jedni nawiązywali miedzy sobą niezobowiązujące konwersacje na temat kształtu i dorodności skrzydeł czy też przyszłych zawodów, a drudzy poczęli z góry wypatrywać najbliższych. Do tych ostatnich należał Anioł Thomael. Ciemnowłosy chłopak, drobnej budowy ciała, acz o skrzydłach o imponujących rozmiarach nawet w porównaniu z dorosłymi przedstawicielami sług Najwyższego. Błądząc wzrokiem po placu szukał rodzicow i młodszej siostry. Jego wzrok zatrzymał się przy Wschodniej Wieży, gdzie dojrzał trzy punkciki, które dwoiły się i troiły krzycząc i machając rękoma. Tam są - no tak! - przeszło chłopakowi przez głowę, po czym jak najprędzej popędził ku rodzicom i siostrze.
- No, wreszcie jesteś, synku - rzekła Zeniel, matka Thomaela.
- Gadaj kim zostaniesz, ale to już! - rzuciła uśmiechnięta Michaela, młodsza siostra świeżo upieczonego Anioła - Że też musiałeś to do końca w tajemnicy trzymać - dodała, krzywiąc się lekko.
Na twarzy chłopaka wykwitł chytry uśmiech.
- No mów, no! - ponaglił milczący jak do tej pory, ojciec adepta - Marael.
- Będe Stróżem. - odrzekł chłopak z dumą. Dumą, której zdecydowanie nie podzielali ani matka, ani ojciec. Z kolei wyraz twarzy siostry, która od małego marzyła by zostać Patronką, zdawał się mówić "Współczuję..."
- No co? Nie cieszycie się? - zapytał zdumiony Thomael
- Kiedy masz przydział? - odparł pytająco rozczarowany ojciec, chcąc ominąc jakoś temat.
- Eee... Pojutrze.
- Chodźmy już do domu - rzuciła zniecierpliwiona Michaela - Wszyscy już się zbierają.
Thomael poczuł solidne ukłucie zawodu, ale postanowił milczeć. Szykowana niespodzianka nie wzbudziła w rodzicach i siostrze nawet odrobiny entuzjazmu, a wręcz przeciwnie. Obrazek najbliższych głeboko rozczarowanych wyborem drogi zyciowej był zbyt przykry dla świeżo upieczonego Anioła, dlatego też nim ojciec, matka i siostra zdążyli się zoorientować, Thomael wyprzedzał ich już o dobre kilka metrów.

***

Im mniej dni zostawało do przysiegi, tym częściej Thomael spędzał czas na skraju niebios, przyglądając się w samotności ludziom na ziemskim padole. Wśród rówieśników nie było prawie nikogo, kto nie wybrałby jeszcze zawodu w służbie Najwyższemu. Przypatrywanie się tym niedoskonałym ludzkim jednostkom każdej nocy, miało ułatwic wybór, lecz z każdą chwilą niedoszły Anioł czuł się coraz bardziej przekonany o bezcelowości tegoż. Ludzie, tak naprawdę nie rożnili się niczym od mieszkańców Niebios. Tak samo próżni, słabi i niedoskonali, lecz nie kryjący się za kurtyną niebiańskich pozorów. Każdy jeden wieczór stawiał przed Thomaelem mnóstwo pytań i wątpliwości. Tym, które wracało co noc było to co tak naprawde może zdziałać jeden Anioł mając przed sobą cały ogrom ludzkich problemów. Troche zazdroscił młodszej siostrze, tego iż jest już na tyle zdeterminowana by zostać Patronką. Zawód wydawał mu się całkiem sympatyczny, ale też na dłuższą mete nie można było się wykazać niczym szczególnym. Egzekutor? Nie, był na to zbyt miękki. Poza tym perspektywa ścigania się z kumplami, kto skosi więcej trupów w ciagu dnia, wydawała mu się, delikatnie powiedziawszy, mało atrakcyjna. A może...
- Hej, Thomaelu! - potok myśli przerwał znajomy głos.
- O, cześć Philiel. Co ty tu robisz o tej porze? - rzucił Thomael podając koledze ręke na powitanie. Prawde mowiąc nie spodziewał się, że ktokolwiek go tu odnajdzie. Philiel był niskim, krepym chłopakiem o długich, ciemnych włosach. Sympatyczny wyraz twarzy młodego adpeta zawsze sprawiał iż starsi Aniołowie wybałuszali oczy ze zdziwienia, gdy ten deklarował iż zamierza zostać Egzekutorem.
- W zasadzie mógłbym o to samo zapytać ciebie, stary. Wszystko w porządku?
- Ech, niezbyt... - westchnął Thom - Ale daje sobie rade jakoś. A u ciebie?
- No, dziś ostatnie szkolenie przed przysięgą, a potem impreza i czekać na pierwsze przydziały.
- Zazdroszcze troche - na twarz Thomaela wrócił uśmiech.
- Stary, nie ma czego. Dziadków już nie rusza to, że będe Egzekutorem, więc połowe frajdy mniej. No i teraz kobity lecą na Misjonarzy, więc nie mam w ogóle na co liczyć.
Thom wybuchł śmiechem.
- A żebyś ty wiedział.
- Daj spokój, gościu. Tobie ze śmiercią co najmniej do twarzy, więc o powodzenie się nie martw - odparł Thomael ledwo powstrzymując się od śmiechu.
- Aleś w humorze dzisiaj - odparł z ironią Phil - W ogóle jak z Twoim wyborem? Wiesz, że zostało raptem kilka dni do zamknięcia list na drugie terminy szkoleń dla spóźnialskich?
- Wiem, wiem - westchnął Thom, spuszczając głowę. Myślał, że chociaż w rozmowie z jednym z najlepszych kumpli uda się jakoś ominąć ten drażliwy temat.
- No i?
- Co, no i? Nie wiem co mam wybrać i tyle.
Philiel tylko bezradnie rozłożył ręce i odparł:
- Mogę ci tylko jedno poradzić, stary. Wybieraj tak byś potem nie żałował.
- Ech, pocieszyłeś.
- Do usług, Thomaelu. Na mnie już czas i pora. Bywaj! - długowłosy rozmówca Thoma zasalutował na pożegnanie.
Czasu było coraz mniej i trzeba było podjąć jakąś decyzję. Thomael siadł na skraju Nieba, i mając dobry widok na cały glob, postanowił kontynuować obserwacje ludzi w nadzieji, że pomoże mu to podjać odpowiednią decyzję.
Tym razem zdał się na ślepy los. Ten zaprowadził go do pewnego małego mieszkania. Ledwie jeden pokój i mała kuchnia. Oba pomieszczenia zdawały się być puste. Nie licząc dwóch kotów ganiających się po większym z pomieszczeń demolując wszystko wokół. Zwierzaki siały spustoszenie w pokoju. Pokoju małym, lecz przytulnym. Tym co przyciągało wzrok była ściana obwieszona kilkoma obrazami. Każdy z nich w wyjątkowy sposób ujmował krajobraz gór. Thomael, choć wielokrotnie obserwował ludzi, nigdy nie miał okazji zobaczyć tych majestatycznych skalnych tworów na własne oczy. Będzie trzeba zrobić wycieczkę, pomyślał z uśmiechem, po czym wzrok przeniósł na biurko na którym znajdował się laptop, masa przyborów do pisania, kilka zeszytów oraz ledwo napoczęta paczka paluszków z sezamem. Chłopak już miał się poczęstować, lecz natychmiast skarcił się w myślach. Następną rzeczą która przyciagnęła uwagę Thoma była półka z książkami. Bardzo wielka półka, bo rozciągająca się na całą szerokość ściany. Przy czym do tego stopnia wypełniona książkami, że chyba nie sposób zmieścić już niczego nowego. Inną rzeczą wartą uwagi były ułożone w kącie pokoju płótna i dość wysłużona sztaluga. Ciekawe, zastanawiał się chłopak. Artystyczna dusza. Te koty, te książki i obrazy. Coś w tym musiało być. Widok z jedynego w pokoju okna nie był zbyt ciekawy. Zatłoczone ulice ośnieżonego miasta i pędzacy gdzieś na oślep ludzie były ostatnimi rzeczami na które chciał teraz patrzeć. Tymczasem w drzwiach zachrobotowały klucze, a to oznaczało powrót właściciela mieszkania. By nie mącić niczyjego spokoju swoją obecnością, Thom postanowił stać się niewidzialnym. Dobiegający zza drzwi stłumiony, melodyjny szczebiot rozwiał jedna watpliwość - to kobieta. Będzie ciekawie, przeszło mu przez myśl. Wkrótce potem do pomieszczenia weszła szczupła okularnica o długich blond włosach i urzekającym uśmiechu. Intensywna rozmowa prowadzona przez telefon komórkowy pochłonęła ją na tyle, iż nie zauważyła rozgardiaszu spowodowanego przez swych kocich podopiecznych.
- ...tak, mamuś, pamiętam... Tak... - śmiała się - No pewnie, że przyjadę! Impreze klubową miałabym przegapić? Mamuś... Ale jak nie mam czasu. Mam przecież. Ciesz ty się, że angielskiego albo innej matematyki nie uczę. Kartkówek stos, noce nieprzespane, a nerwów więcej niż to warto. No... No...
Sprawiała wrażenie rezolutnej, żywej dziewczyny. Z kimś takim jeszcze się nie miał do czynienia.
- ...no, Mamulka, ja muszę kończyć, a i obiad muszę zrobić, bo z głodu mnie skręca, hehehe! - pokój znów wypełnił radosny świergot dziewczyny - No... No... Trzymaj się, Mamuś, Kocham cie! Pa! - rozłączyła się, po czym kładąc telefon na biurko, rzuciła się bezwładnie na kanapę. Z uśmiechem obserwowała jak jej zwierzaki uprawiają jakąś kocią wersje zapasów. Głód jednak doskwierał bardziej niż przypuszczała i natychmiast popędziła do kuchni wyczarowywać coś smacznego na obiad. Thom tymczasem nadal rozglądał się po pokoju. Dostrzegł rzuconą w kąt torebkę, z której wystawała czerwona kartka podpisana "dla Pani Joasi - najlepszej nauczycielki plastyki na świecie - od klasy IIIc". Nie dość, że żywe srebro to i nauczycielka, pomyślał Thomael. Ta młoda dziewczyna intrygowała chłopaka coraz bardziej. Z kimś takim jeszcze nie miał do czynienia. Myśl o zostaniu Stróżem Joasi, wydała mu się tak nierealna, że aż absurdalna. Absurdalna, ale też na swój sposób atrakcyjna. Nowe wyzwanie? Zapewne. Choć, jak znał życie, przydział okaże się czymś zgoła innym. Ale nie myślał o tym. Przed powrotem do domu, rzucił okiem do kuchni, gdzie młoda nauczycielka przygotowywała obiad. Thom pożegnał się bezgłośnie i odleciał do Nieba, większość wątpliwości zostawiając za sobą. Wybór przyszłej drogi był oczywisty. Anioł Stróż.
Skończywszy gotować, Joanna wyszła do pokoju by na chwilkę odpocząć. Siadła na kanapie i z uśmiechem obserwowała swoje dwa koty urządzajace gonitwę po pomieszczeniu. Jednakżę uwagę plastyczki nagle przyciągnęło coś innego. Na parapecie okna leżało piórko. Białe niczym śnieżny puch w pełnym słońcu, ale też niesamowicie delikatny. Młoda nauczycielka miała wrażenie, że to co trzyma w dłoni zaraz rozpłynie się w powietrzu. Popatrzyła podejrzliwie po kocich podopiecznych.
- Fiona! Artemis! Kici-kici-kici... - zwierzaki natychmiast przerwały zabawę i przybiegły do właścicielki, łasząc się przymilnie - Które z was znów przywlokło ptaka do domu, hm?
Koty spojrzały pytająco na swą panią.
- Ile razy mowiłam wam, że nie wolno?
W odpowiedzi Artemis tylko zamiauczał przeciągle i ułożył się na kanapie. Piórko na dłoni Joanny po chwili faktycznie rozpłynęło się w powietrzu niczym poranna mgiełka. By upewnić się czy aby na pewno nie było to zwyczajne przywidzenie po ciężkim dniu w pracy, dziewczyna dotknęła dłoni kilka razy. Sucha jak pieprz, na dodatek pachnąca jak zawsze. To na pewno było przywidzenie. Wzruszywszy ramionami, Joanna pogłaskała oba koty i wróciła do obowiązków.

***

Dni przed ceremonią były coraz bardziej nerwowe. Same przygotowania do uroczystości dawały się we znaki nie tylko Thomaelowi, ale i jego najbliższej rodzinie. Kto wie, czy rodzice i młodsza siostra nie przeżywali tego bardziej niż sam zainteresowany. Stres domowników związany z preparacjami do uroczystości zmienił się w jakąś paranoiczną nerwówkę, kiedy posłaniec wręczył Thomaelowi wezwanie przed Komisję Subordynacyjną. Często, wbrew zakazom, które obowiązywały młodzież przed osiągnięciem pełnoletności, zstępował na ziemie, by niezauważonym móc poobserwować ludzi. Była to jedna z ciekawszych rozrywek Thomaela. Wiedzieli o tym tylko najlepsi przyjaciele Thoma, którzy zresztą też nadzwyczaj często lubili łamać ten zakaz. Wycieczki na ziemie były czymś co zwykle umykało uwadzę administracji Niebios, dlatego też niedoszły Anioł zachodził w głowe jak doszło do tego, że się zdradził. Co takiego mogło sie wydarzyć w mieszkaniu tej młodej nauczycielki co wkurzyło tych starych pierdzieli administracyjnych? Ilekroć sięgał pamięcią wstecz do tamtego dnia, kiedy wizytował Joannę, nie znajdywał niczego co mogłoby wskazywać na jakieś poważne wykroczenie. Komisja rezydowała w podziemiach Południowej Wieży na Placu Trębaczy. Miejscu na tyle ponurym iż niejeden Egzekutor wytrzymywał tu zaledwie pare minut, po czym zwiewał niczym gazela przed wygłodniałym lampartem. Thomael wolał przejść przez tą męke jak najszybciej i wrócić do rzeczywistości czyli przygotowań do ceremonii, wrednych spojrzeń ojca i siostry oraz narzekań matki na to iż wezwaniem przed komisję skompromitował rodzinę w oczach całej społeczności Aniołów. Stał przed olbrzymią bramą. Nim zdążył pomysleć o tym jak bardzo zostanie zrugany przez Komisję, ta zaprosiła go środka.
- Wejdź! - usłyszał zza wrót niski, zachrypniety głos, który zmroził go od środka. Metalowe wrota bramy zaszczękały głośno i rozsunęły się powoli. Thomael przełknął ślinę i wszedł do pomieszczenia, gdzie rezydowała Komisja Subordynacyjna. A była to wielka sala oświetlana tylko przez trzy pochodnie zawieszone wysoko na każdej ze ścian. Pod nimi rozciągały się wielkie szafy z pólkami wypełnionymi rozmaitymi plikami poszarzałych dokumentów posegregowanych w nadszarpniętych zębem czasu aktówkach. Biurko przy którym siedziała trójka Aniołów wchodząca w skład komisji znajdowało się na środku sali. Nadzwyczaj skromne i bez ozdobników. Thomael dojrzał tylko jeden niewielki pergamin, którę miętosił w dłoniach stary Anioł zajmujący miejsce pośrodku biurka. Najpewniej był to przewodniczący komisji. Pozostała dwójka mierzyła Thoma wzrokiem, z którego intencji nijak nie dało się wyczytać. Zrugają? Ukarają? Puszczą płazem? Próżno było bawić się w zgadywanki. Młody Adept bał się. Bał się, ale też miał ochote mieć to za sobą. I to jak najszybciej.
- Na co czekasz, chłopcze? - Thom znów usłyszał ten przerażający, zachrypnięty do granic, basowy głos - Siadaj. Amnestia cie nie obejmie - ponaglił stary Anioł siedzący pośrodku.
- D-D-Dobrze... - bąknął cicho Thom i usiadł na wysokim krześle ustawionym tuż przed biurkiem komisji.
- Thomael, czy tak? - zapytała stara Anielica siedząca na lewicy przewodniczącego.
- Tak jest.
- Czy wiesz co grozi niepełnoletniemu wyczyniającemu swawole na Ziemi bez pozwolenia, hm? - kontynuowała Anielica.
Thom w odpowiedzi tylko pokiwał przecząco głową.
- Piekło, drogi chłopcze. Piekło. Miej tego świadomość następnym razem, gdy najdzie Cie, że tak powiem, pokusa - rzekła kobieta marszcząc brwi.
- Ale jak to? - zdziwił się Thomael - Następnym razem?
- Tak - odpowiedział mu przewodniczący - Masz szczęscie, chłoptasiu, że ojca znam dobrze. Nie wiem w kogo żeś się wdał, ale nastepnym razem takie brykanie nie ujdzie Ci płazem. Dlatego też dziś skończy się na słownym ostrzeżeniu. Pierwszym i ostatnim. W innym wypadku, pan Empiel osobiście wymierzy Ci karę - przewodniczący wskazał gestem na postawnego Anioła siędzącego po swej prawej ręce. Ten tylko nie rzucił nawet słowa, pokłonił się tylko i uśmiechnął się szyderczo w stronę chłopaka.
- Zrozumiałem i przepraszam. To więcej się nie powtórzy - rzucił Thom ze spuszczoną głową.
- Dobra, a teraz zmiataj, młody. Mamy na głowie jeszcze kilku tak jak ty - rzucił przewodniczący komisji ponaglając chłopaka gestem, na co ten prędko wstał i opuścił siedzibę Komisji.
Rozmyślania na temat tego co zrobił i tego jak potraktowała go komisja zajęły mu niemal całą drogę do domu. Nie miał pojęcia co takiego zrobił, ale nie mogło to być nic wielkiego. Zakomunikowanie tego rodzicom nie powinno być trudne, myślał. Gdy opuszczał Plac Trębaczy, przypomniało mu się by zapisać się na szkolenie dla Stróży. W końcu to był ostatni dzwonek. Stróżowanie nie było tym co mogłoby zadowolić matkę i ojca. Ci zawsze chcieli by ich syn został Skrybą, pracował w administracji, wśród najwyżej postawionych osobistości anielskiej społeczności, zdobywał uznanie i piął się na szczyty w hierarchi sług Najwyższego. Ilekroć wracał do tego myślami, robiło mu się niedobrze. Te uśmiechy pełne fałszu, wzajemne podkładanie sobie nóg w wyścigu o jak największe zaszczyty - to wszystko było mu obce tak bardzo, iż odnosił wrażenie, że Anioły musiały być jakąś pomyłką Najwyższego. Ludzie, których niedoskonałości i ułomności w Niebiosach podkreślano na każdym kroku, byli o wiele bardziej szczerzy i prawdziwi w swoich relacjach niż Anioły. Czemu miało to służyć to wszystko, nie miał pojęcia. Wiedział tylko tyle, iż nie tu było jego miejsce. Taka wiadomość dla rodziców mogłaby być dla nich zbyt wielkim rozczarowaniem, dlatego Thomael postanowił oznajmić swój wybór dopiero po ślubowaniu.

***
without order nothing exists, without chaos nothing evolves.
Awatar użytkownika
Nook
Użytkownik Roku 2011
 
Posty: 553
Dołączenie: 27 Sie 2010 15:45
Miejscowość: Turexity.

Skrzydła

Postprzez Saika w 06 Wrz 2010 00:02

Widać, że czytujesz Kossakowską na przykład. :)
Czytało się toto bardzo przyjemnie, bez znużenia.
Gładź warsztat.
Saika
 

Skrzydła

Postprzez Nook w 06 Wrz 2010 20:34

Ło, komuś udało się moje wypociny przeczytać! Nareszcie :mrgreen:

W kwestii Kossakowskiej, to zdarzyło się kiedyś wziąć za "Siewcę Wiatru". Z braku czasu nie dokończyłem tej książki. Powieść jako taka nie rzuciła mną na kolana, z tego co pamiętam, ale możliwe że jakieś patenty mi utkwiły gdzieśtam w podświadomości :)

A warsztat szlifuję kiedy tylko mam czas i jakieś natchnienie. Literacko dzielę czas na dwa projekty. Na omawiane "Skrzydła" oraz na "Ready 4 Revolution" (kontynuacja słynnego w niektórych kręgach "Countdown 2 Revolution" - niezbyt poważnego fanfika osadzonego w universum Dragon Ball Z w którym pojawiają się Linkin Park :P)
without order nothing exists, without chaos nothing evolves.
Awatar użytkownika
Nook
Użytkownik Roku 2011
 
Posty: 553
Dołączenie: 27 Sie 2010 15:45
Miejscowość: Turexity.


Powróć do Literacko



Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości

cron