Dobra... Ktoś może się wypowie. Czyli ja. Hm... płyty Slayera zawalają mi półkę koło wieży

Świetni są. Wysokie wrzaski Toma Arai były dość oryginalne, jednak ostatni wysoki wrzask zarejestrowali na jednym kawałki South Of Heaven. Szkoda, był to niezły wyróżnik. Debiut
Show No Mercy jest bardzo dobry. Ciekawe riffy, jeszcze nie słychac typowej rąbanki. Ale solówki już siekają. 3 płyta
Reign in Blood jest szybka, bardzo... Przekonałem się do niej za drugim odsłuchaniem. A rozróżniam piosenki dopiero teraz
South of Heaven zdecydowanie wolniejsze, ale ma zajebisty klimat. Potem
Seasons in The Abyss gdzie riffy są chwytliwe, mroczne, szybkie. Wokal mi się podoba. Podobieństwo Slayera do Metalliki jest dość duże. Zaczynali w tym samym czasie. Najbardziej znane płyty są trzecie. A okres największej świetności to 5 płyta. Ale Slayer dalej trzymał fason. Płyty z nowym perkusistą są dobre, jednak już nie mają tego czegoś z młodzieńczych lat. No i powrót Dave'a Lombardo... Świetnie. Znów ten sam skład.
Ogólnie przekonywałem się do Slayera dwa miesiące około. Wcześniej słuchałem mało. Teraz ubóstwiam (uszataniam

)