Starscream napisał(a):Chociażby znany z soundtracka genialny utwór Get Thru This
L-Havoc napisał(a):masz u mnie piwo po 18stce
chmuurek napisał(a):Największym minusem było puszczanie z 6 razy w filmie początku Iridescent...
Starscream napisał(a): kiedy Sam jedzie z Eppsem (?) przez zniszczone miasto
L-Havoc napisał(a):Starscream napisał(a): kiedy Sam jedzie z Eppsem (?) przez zniszczone miasto
Tak, to był Epps i jego ekipa weteranów z N.E.S.T.
Popieram idealnie się to zgrało z muzyką tekstem i obrazem
Borderland napisał(a): Inną wadą jest zabicie wszystkich istotnych postaci Decepticonów, przez co reżyser pokazał, że fanów tej frakcji ma głęboko gdzieś.
Borderland napisał(a):Transformery cały czas są gdzieś tam w tle, a główną rolę odgrywa i tak Sam. Dalej mamy epos opiewający o potędze amerykańskich sił lądowych(zwykła piechota z karabinów kosząca olbrzymie kosmiczne roboty).
Nie tylko ty preferujesz ciemną stronę mocy.Starscream napisał(a):Borderland napisał(a): Inną wadą jest zabicie wszystkich istotnych postaci Decepticonów, przez co reżyser pokazał, że fanów tej frakcji ma głęboko gdzieś.
I ty mnie to mówisz?
Sam motyw by przeszed, gdyby nie to że był zdecydowanie zbyt rozbudowany. Mnie tam postać Sama aż tak nie denerwuje, ale jest go po prostu za dużo wszędzie.Borderland napisał(a):Transformery cały czas są gdzieś tam w tle, a główną rolę odgrywa i tak Sam. Dalej mamy epos opiewający o potędze amerykańskich sił lądowych(zwykła piechota z karabinów kosząca olbrzymie kosmiczne roboty).
Z tym się zgodzę, film ma tytuł "Transformers", a nie "Sam WItwicky spotyka roboty z kosmosu". Niestety takie są prawa Hollywoodu - film, który nie ma jako głównego wątku ludzi/miłości/miłości ludzi jest "be".
Nie tylko ty preferujesz ciemną stronę mocy.
Film nie był zły, ale jako wieloletni fan transformers, wychowany na Beast Warsach, powiem tak: Jako film akcji wyszło świetnie, ale jako powieść o wielkich, transformujących się robotach z kosmosu też nieźle, ale zakończenie tragiczne. Bay w porównaniu do RotF poprawił wiele rzeczy (mniej kiblowatego humoru, więcej czasu ekranowego dla transformerów). Jednak problem polega na tym, iż dalej jest to opowieść o Samie, który nie układa się do końca z dziewczyną, po prostu Transformery cały czas są gdzieś tam w tle, a główną rolę odgrywa i tak Sam. Dalej mamy epos opiewający o potędze amerykańskich sił lądowych(zwykła piechota z karabinów kosząca olbrzymie kosmiczne roboty). Kolejną wadąjest fakt, iż kompletnie zwalono Shocka, który powiedział tylko jedno zdanie(nie licząc mowy Cybertrońskiej) a podczas bitwy nic tylko idzie nie wiadomo gdzie i po co. Inną wadą jest zabicie wszystkich istotnych postaci Decepticonów, przez co reżyser pokazał, że fanów tej frakcji ma głęboko gdzieś.




Frycas napisał(a):
Ja nie widziałem żadnej części Transformersów i nie mam zamiaru. Nie kręcą mnie tego typu filmy. Są nudne.
MoniaG napisał(a):Mam nadzieję. Rozczarowała mnie śmierć Ironhide'a, chociaż ponoć tak miało być...
Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości