piszę od kilku miesięcy, ale zależy mi na tym, mam nadzieje że jest to zdatne do czytania. Coś na początek:
Rak skóry
Lipiec w słoiku po zepsutym dżemie.
Wieszamy na wieczku słońce podgrzane na patelni.
Przez chwilę jest cieplej.
Zdążyły dojrzeć cytrynowe truskawki.
Śmieją się bez wyrzutu, nie są lekiem na wszystko.
Migają obrazki z poprzednich wakacji.
Tatuaż w kształcie raka, który już sobie poszedł.
To dobrze. Miałam wrażenie, że łazi mi po skórze.



