Pejzaż po katastrofie – recenzja Post Traumatic

22 czerwca 2018 - 20:32 przez nataku

Post Traumatic to tytuł najnowszego albumu Mike’a Shinody. Po raz pierwszy mamy do czynienia z sytuacją, gdzie Mike nie kryje się za różnymi aliasami, projektami czy ksywkami i jest sobą – z imienia i nazwiska.

 

Bo i nie potrzeba nic więcej. Ten longplay to zaproszenie na wycieczkę po świecie, który został spustoszony przez odejście najbliższego przyjaciela. Zadanie to niełatwe, zwłaszcza biorąc pod uwagę ciężar emocjonalny wydarzenia i to, że cały świat tylko czeka na to, jak zareagujesz. Abstrahując od tego jaki jest ten album, imponuje mi czas w ciągu którego powstał. Pierwsze utwory zebrane pod tytułem Post Traumatic EP ujrzały światło dzienne w styczniu, a niespełna pół roku później dostajemy pełnowartościowego długograja. Za ubranie tego mentalnego bałaganu w słowa i dźwięki w tak krótkim czasie należą się słowa uznania.

 

Jaki jest ten album? Mimo, że to pod względem emocjonalnym waga superciężka, to całość jest bardzo wyważona i przystępna w odbiorze (nawet dla słuchacza, który z twórczością Linkin Park nie jest specjalnie za pan brat). Punktem wyjścia z pewnością jest One More Light – ostatni album wydany przez Mike Shinodę i kompanów; jednocześnie ostatni z Chesterem Benningtonem na pokładzie. Od ostatniego spotkania z tą ekipą dużo się tu nie zmieniło. Nadal jest bardzo spokojnie, chwytliwie i na tyle przystępnie, że niektóre z numerów z tego długograja spokojnie byłyby w stanie zagościć w rotacji rozgłośni radiowych głównego nurtu (Can’t Hear You Now, Promises I Can’t Keep, czy singlowy Crossing A Line). Kto zna twórczość Mike’a Shinody ten wie, że ten jest bardzo wprawnym producentem, który dobrze czuje się w bardzo piosenkowej formule jak i bardziej odważnych strukturach. Lider Linkin Park również trzyma rękę (ucho?) na pulsie w kontekście nowych brzmień, a tych będzie tu pełno. Przeważają klimaty syntetyczne z mocno zarysowaną sekcją rytmiczną (pamiętacie The Rising Tied?), ocierające się o nowoczesny pop czy hip-hop. Niemniej jednak samego rapu jest zadziwiająco mało. Shinoda stawia na wpadające w ucho linie melodyczne i tutaj po raz kolejny należą się ukłony, gdyż widać (a w zasadzie słychać) jak tytaniczną pracę Mike wykonał od czasu pierwszych, nieśmiałych podrygów wokalnych na albumie Minutes To Midnight z 2007 roku. Przyznaję, że wtedy nie byłem fanem jego śpiewania. Takie numery jak In Between czy No Roads Left z premedytacją pomijałem, natomiast słuchając „Post Traumatic” dłonie same składają mi się do oklasków.

 

Rapu, jak wspomniałem, jest tu niewiele, ale jeśli już się pojawia, to jest najwyższych lotów. Raz bardzo emocjonalny jak chociażby w Over Again, innym razem bardzo wkurzony i naszpikowany celnymi punchline’ami I.O.U czy w końcu spokojny i jednocześnie jak nigdy pewny siebie jak w nastrojowym Lift Off, gdzie Mike’owi towarzyszą Chino Moreno z Deftones i doskonale znany polskim fanom Machine Gun Kelly. Ten ostatni jest jednym z moich faworytów na albumie. Kosmicznie wręcz relaksujący dzięki onirycznemu refrenowi i jednocześnie dający kopa dzięki obu położonym na bit szesnastkom. Jeśli chodzi o dobór gości mam mieszane uczucia. Czasem mam wrażenie, że ci są czasem pomniejszym dodatkiem do danego utworu i giną wśród dźwięków zdominowani przez gospodarza (chociażby About You z blackbearem, czy Running From My Shadow z gościnnym udziałem grandsona). Innym razem robią fantastyczną robotę i są wisienką na torcie danego utworu, czego przykładami są chociażby refreny K.Flay w Make It Up As I Go).

 

W warstwie lirycznej płyta jest bardzo osobista, intymna wręcz. Mike głośno bije się z natłokiem myśli i sprzecznych emocji spowodowanych przez śmierć Chestera. Gospodarz płyty prowadzi nas przez całe spektrum rozmaitych emocji. Zatem są snujące się tu i ówdzie wątpliwości czy też brak sensowności obranej drogi (między innymi Nothing Makes Sense Anymore czy Make It Up As I Go), chęć odizolowania się od świata zewnętrznego (Lift Off), daremna walka z samym sobą (Running From My Shadow), chęć wbicia szpili przeciwnikom (I.O.U), nadzieja na odzyskanie siebie (Crossing A Line), wdzięczność dla bliskich za oparcie w momentach kryzysu (World’s On Fire) czy w końcu pogodzenie się z sytuacją i nadzieja na przyszłość (Can’t Hear You Now). Ten pejzaż, który rysuje się nam po wysłuchaniu tej płyty początkowo może nie jest zbyt optymistyczny, jednak przekaz który zostaje słuchaczowi w głowie daje nadzieję na lepsze jutro. Wszak poczucie straty nie musi być permanentne. Kiedyś trzeba wstać, otrzepać kurz z ubrań i ruszyć dalej. Nawet gdy nie wiadomo co może przynieść jutro. Mam wielki szacunek dla Mike’a za podjęcie takiej formy autoterapii i podzielenie się zapiskami ze słuchaczami. Muzyka to medium, które ma niesamowitą moc i wierzę, że Post Traumatic będzie w stanie pomóc tym, którzy jeszcze cierpią, a nawet zaoferować im odrobinę otuchy. O tym, jak trudne są nowe początki wiemy wszyscy. Mike zrobił ten najtrudniejszy krok. Liczę, że na jednym się nie skończy i podróż zapoczątkowana na opisywanym długograju będzie trwać w najlepsze. Życzę tego sobie i Wam.

 

Tomasz Nook Rospendowski, Linkin Park Profanations
dla linkinpark.pl